⇒ Na moim blogu piszę o swoich podróżach w języku ukraińskim, ale ten artykuł jest specjalnie po polsku;) O tym jak Ada podróżuje:) ⇐

→ Ця стаття від початку була написана польською. Хто ризикне?:) Надалі усі свої подорожі писатиму українською. ←

,,Uwielbiam swoje studia. Słucham z zainteresowaniem wykładowcy, nawet gdy nie bardzo rozumiem, o co mu chodzi. Zdarza mi się, że nie odczuwam, jak szybko upływa czas, a tymczasem jest już koniec zajęć.”

Pomyślałam: za dużo chyba tej nauki… Nie wierzę, że można być zachwyconym uczeniem się na pamięć różnych regułek… Może niewyspana jestem? Gadam głupoty, a mam do przeczytania kolejny rozdział z „Psychologii społecznej” Wojciszke. I`m ready!

,,Kocham planowanie. Lubię, kiedy wszystko jest poukładane. Mam kilka list – osobno na naukę, na trening, na analizę, naukę języka itp. Odhaczam na zielono rzeczy już zrobione. Mam więc plan na życie i w ogóle: wszystko jest pod kontrolą!”

Jakoś mi się nie chce. Szybkie czytanie, kolejny tydzień, nowe ćwiczenia… intrygujące… O, jest angielski do odrobienia na dziś. Świetnie…

,,Uwielbiam ludzi. Ciągnie mnie do super ciekawych, dziwnych osóbek, które wiedzą, na czym stoją, kochają życie, mają swoje zainteresowania, cele, poglądy i mocno ich trzymają. Rozmowy z kimś oryginalnym i nieznanym dają mi poczucie spełnienia i satysfakcji! I jadę teraz w nowym gronie! Będzie świetnie, wszystko na nowo, krajobraz, pięknie…”

I tu mnie zatkało.

Uświadomiłam sobie, że jest ZA DUŻO tej mojej aktywności. Zapomniałam o jednej ważnej rzeczy: trzeba umieć cieszyć się życiem tu i teraz! A nie kiedyś tam.

Nie chcę iść na uczelnię ani na szkolenie, ani do nieznanej wspólnoty. Chcę złapać kontakt ze sobą, z najbliższymi oraz z chłopakiem. Tak po prostu. Odpocząć. Coś zaimprowizować. Zainspirować się. Pomyśleć. Zobaczyć. Poczuć się dzieckiem. Zatrzymać się na chwilę i wziąć głęboki oddech… I wydech…

Ada decyduje: NIE wymówkom! Kupuje bilety na autobus. Są drogie — nieważne. Pisze wiadomość do Ani: “Wiesz co, przyjedziemy do ciebie. Czy będzie Mirek? Jak to: nie ma gdzie spać? Spoko, przeżyjemy. ” Zamyka podręczniki, notesiki do planowania, wyłącza Facebook. I już.

Jedziemy. Do miasta, które już dawno marzyłam odwiedzić.

Podróż była pełna emocji i akcji, dużo się działo. Oto kluczowe momenty mojej małej przygody, o których chcę wspomnieć.

Kolosalne znaczenie miało dla mnie spotkanie ze starym przyjacielem (M.) oraz jego dziewczyną (A.), których nie widziałam chyba od dwóch lat z powodu odległości (Czechy i Ukraina są zbyt oddalone).Tyle radości, śmiechu i filozoficznych rozmów o życiu… Było jasne — stęskniłam się. Czy macie przyjaciół, których możecie nie widywać przez lata, a oni jednak pozostają dla was ważni? Ja mam. Kiedykolwiek spotykamy się po długiej rozłące, zawsze mamy wrażenie, że rozmawialiśmy zaledwie wczoraj. Moim zdaniem, tacy ludzie są bezcenni.


Program był całkowicie improwizowany. Odbyliśmy marszrutę centrum-park-edukacja-centrum-mieszkanie-centrum-zamek. Szczerze mówiąc, myślałam, że Brno jest trochę większe, lecz kiedy weszliśmy na szczyt góry, gdzie stało stare więzienie zmienione w restaurację, patrzyłam na miasto z zachwytem.


A propos wypiłam kawę oraz zjadłam przepyszny strudel z jabłkami w restauracji! Wlodko zamówił sobie latte:)

 

 

Stało się: piłam alkohol! Miodówkę. I nawet mi się to spodobało! W ogóle byłam pod wrażeniem widoku małych restauracyjek w centrum, z różnymi smacznymi potrawami, jak np. ser wędzony, słodycze, miodówka, czekolada, kawa. Coś w stylu świątecznego jarmarku. Zaskoczyły mnie piękne malowane świątecznie kubeczki. Zapłaciliśmy za nie 40 koron i mieliśmy do wyboru: zabrać je do domu albo wrócić z nimi i odebrać pieniądze. Okazało się, że było to zrobione w celu zmniejszenia bałaganu na Rynku. Tak to już jest, że jak się za coś płaci, cenimy to bardziej.

Cieszyłam się, że mogę poćwiczyć język angielski:) A propos, śmiesznie wyglądała nasza ekipa: A. rozmawia w języku rosyjskim i czeskim, a poza tym rozumie, (choć nie mówi) po polsku; M. rozmawia w języku polskim i czeskim, ale nie umie prawie nic powiedzieć po rosyjsku; W. zna ukraiński i angielski, ale nie rozumie czeskiego, a ja mówię po polsku, po ukraińsku, po angielskuale nawet po głębokim zastanowieniu nie mam pojęcia, o co chodzi Czechowi :D Teraz możecie sobie wyobrazić, jak plątały się nam języki:)

Wieczorkiem poszliśmy do super knajpy w podziemiu. Nawet oddychać było ciężko, tak było głęboko. Piłam tradycyjny czeski napój: kafolę, którego spróbowałam po raz pierwszy. Smak jest podobny do koli, ale bardziej mi się podobał:) To był jeden z najpiękniejszych wieczorów w moim życiu! Poczułam, że cofnęłam się w czasie i znalazłam się w średniowieczu. Śpiewano ballady, na ścianach wisiały flagi ze zwierzętami, które skojarzyły mi się z symbolami rycerskich rodów. Taka maszyna czasu na dwie godziny.

Wrażenia hasłami:

Świąteczny nastrój. Cudna miodówka. Szerokie ulice. Brak prawdziwej, gorącej czekolady. Jakaś inna, otwarta i szczera młodzież. Gigantyczne uniwersytety. Nieoczekiwany widok. Aktywne nocne życie. W gronie rycerzy.

Co mi dała podróż do Brna?

Po pierwsze: spełniłam swoje marzenie. Dawno chciałam odwiedzić to miasto.

Po drugie: musiałam stawić czoło problemom i jakoś sobie z nimi poradzić. Bardzo rzadko praktykuję spontaniczne wyjazdy bez planu (oraz planu zapasowego). A tu podjęłam spontaniczną decyzję i voilà — nie miałam oporów!

Po trzecie: odpoczęłam. Poświęciłam czas sobie i swoim przyjaciołom. Zmieniłam otoczenie. Odetchnęłam świeżym powietrzem i otworzyłam się wobec światu. Samorozwój nastąpił w innym, nieoczekiwanym kierunku. I było mi z tym dobrze.

Myśl przewodnia: znajdź czas na sprawy nieplanowane – są najpiękniejsze i pełne emocji.

Pozdrawiam cieplutko,

Twoja Ada